sobota, 31 grudnia 2011

Podsumowanie 2011 w zdjęciach

Ponieważ zostało tylko 50 minut do zakończenia roku 2011, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma zdjęciami z minionych 12 miesięcy, które mają dla mnie wartość sentymentalną. Mam nadzieję, że nadchodzący 2012 będzie przynajmniej równie pomyślny i pełen przygód.


Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Styczeń:
1. Kulinarne obsesje - północnoindyjski thal.
 2. Kolejna obsesja - zupa z warzyw xD Danie, którego kupienie w Singapurze wymaga niezłej gimnastyki.
 3. Kolega Chris pożyczył mi nową soczewkę - testujemy.
4.  Nen czai się w kącie.

Luty:
 5. Drzewka zakwitły plastikowymi kwiatkami na chiński nowy rok.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Trwałe prostowanie - wrażenia po 8 miesiącach

W sumie nigdy nie opisałam w pełni moich doświadczeń z trwałym prostowaniem włosów, a wiem, że wiele z was jest ciekawych, więc czas na pełną opowieść ;).

W marcu 2011 udałam się do salonu na zabieg. Choć kupując kupon promocyjny na zabieg, byłam przekonana, że idę na keratynowe prostowanie typu "brazylian blowout", okazało się, że moje włosy potraktowane będą L'Oreal X-tenso, które w sumie jest połączeniem chemicznej trwałej z ceramidowym hokus-pokus :P

Tak włosy prezentowały się przed i po zabiegu:


Zanim napiszę, jak prostowanie wpłynęło na włosy, może najpierw kilka słów o tym, jaki był początkowy stan moich loków. Cechą charakterystyczną moich włosów jest porowatość - nawet przy samej skórze głowy moje włosy są chropowate, wysuszone i pozbawione blasku. Przez to o moje włosy bardzo ciężko się dba, ponieważ "wypijają" odżywki i oleje, puszą się i niszczą od byle czego.

Zdecydowałam się na prostowanie, ponieważ było mi bardzo trudno zapanować nad wyglądem moich włosów. W Singapurze klimat jest przez cały rok parny i gorący, więc jeśli chce się czuć świeżo przez cały dzień, codzienne, poranne mycie włosów to konieczność. Niestety moje naturalne włosy schły baaardzo długo (nawet 4 godziny ;___;), a po wyschnięciu robiła mi się na głowie strzecha, nie nadająca się do biura. Często więc musiałam chować jeszcze wilgotne włosy w koczek, co im nie służyło. Nie uśmiechało mi się też stylizowanie ich codziennie suszarką lub prostownicą, bo nie chciałam pogarszać ich stanu.

Po chemicznym prze-prostowaniu te problemy zniknęły całkowicie, włosy zaczęły schnąć bardzo szybko, a po wyschnięciu naturalnie układały się w doskonale wyglądającą, schludną fryzurę. Włosy nie były "proste jak druty" - wyglądały na naturalnie proste, nie były ulizane ani wyprasowane:

Efekt gładkich i prostych włosów bez użycia prostownicy, suszarki czy jakichkolwiek produktów do stylizacji.

Byłam zachwycona efektem i zaczęłam nosić włosy cały czas rozpuszczone. Niestety tutaj popełniłam ogromy błąd - po prze-prostowaniu chemicznym, włosy stały się sztywne i przesuszone, choć z wierzchu wyglądały doskonale i nie brakowało im blasku i gładkości. Ja też nigdy nie miałam doświadczenia z możliwością noszenia włosów cały czas rozpuszczonych i nie zaopiekowałam się nimi odpowiednio. Przez brak odpowiednich odżywek i zabezpieczania, gruby kosmyk włosów przy plecach okropnie się zniszczył i prawie połowa włosów z tego właśnie kosmyka wykruszyła się. Drugą połowę wyrwałam ja, próbując rozczesywać koszmarne kołtuny, które formowały się przy moim karku.

Dopiero kiedy oświeciło mnie, że przy noszeniu rozpuszczonych włosów silikony będą moim największym sprzymierzeńcem (wszystko dzięki blogowi Anwen ;)), udało mi się nad sytuacją zapanować. Moim kosmetycznym ratunkiem okazała się odżywka Liese Smooth Hair Cocktail, oraz codzienne nakładanie odżywek wzbogaconych silikonami (Np. Organix z olejkiem arganowym, lub odżywka Liese).

Jeśli chodzi o trwałość, to producent X-Tenso obiecuje 8 tygodni prostych i gładkich włosów. Mój fryzjer podczas zabiegu obiecywał mi 3 miesiące, góra 6. Ile utrzymał się efekt? Bez zarzutu - 6 miesięcy. Po tym czasie włosy przestały być super gładkie, powróciła moja dawno zapomniana zmora - puszenie się, oczywiście w wersji łagodnej. Po około 8 miesiącach, zaraz po wyschnięciu włosy nie były już tak ładnie ułożone i wymagały rozczesania i przeczesywania w ciągu dnia, aby zachować formę.

Podsumowując, dla mnie ten zabieg był naprawdę strzałem w dziesiątkę. Choć po prze-prostowaniu włosy nie były podatne na stylizację (szczerze powiedziawszy nawet nie miałam odwagi próbować ich zakręcać, bo wydawało mi się, że to "złamie" włos), na co dzień wyglądały doskonale praktycznie bez żadnego wysiłku. Żyję w ogromnym tempie i po prostu nie mam czasu na co dzień zajmować się fryzurą - póki wygląda schludnie, to jestem zadowolona.

Jeśli chodzi o stopień w jakim zabieg niszczy włosy - określiłabym go jako średni. Na pewno dużo gorsze jest dla włosów farbowanie albo codzienne traktowanie prostownicą. Mój błąd polegał na niewłaściwej pielęgnacji po zabiegu. Zamiast zalewać włosy olejem kokosowym i traktować maskami z keratyną, powinnam była się skupić na ich ochronie przed wysuszeniem oraz mechanicznymi zniszczeniami.

W sumie zabieg poleciłabym każdemu, ale wiem, że nie nadaje się on dla każdego. Salon fryzjerski w którym ja miałam swój zabieg, odmówił go mojej koleżance, która ma cienkie, jasne włosy. Wiem też, że nie wykonuje się go na włosach już zniszczonych.

Mam nadzieję, że ta recenzja odpowie na wiele pytań oraz może pomoże w podjęciu decyzji, czy same chcecie z takiego zabiegu skorzystać. Z tego co mi wiadomo, L'Oreal X-Tenso jest dostępny w Polsce, ale pamiętajcie, że skuteczność takich zabiegów jest bardzo związana z wiedzą i doświadczeniem fryzjera! To właśnie on musi ocenić jak silny roztwór nanieść na wasze włosy, na ile go zostawić, itd..
Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

Posty, które moga Cie zainteresowac

Related Posts with Thumbnails